Po rozpaleniu ogniska poszłam z Mikiem patrolować teren.
-Zobacz, jaka ładna łąka!- wykrzyknął i zaczął tarzać się w trawie.
Zaśmiałam się.
-Alex! No chodź!
Podbiegłam do niego, ale nigdzie go nie widziałam. Nagle poczułam, jak skrada się za mną. Miałam bardzo dobry słuch. Kiedy skoczył, schyliłam się i Mike wylądował na trawie przede mną.
-Wilczy słuch- wyjaśniłam.
Wstał, otrzepał się i usiadł obok mnie na ziemi.
-Ładne gwiazdy.- odrzekł.
-Tworzą konstelacje- zamieniłam się w człowieka i położyłam na plecach.
Mike położył się obok.
-To jest Smok. A tam Psy Gończe- przesuwałam jego palcem po niebie.
-A tam jest Wielka Niedźwiedzica- tym razem on pokazał moim.
Spojrzałam na niego.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?- zapytałam.
-Może. Zależy jeszcze od ludzi. A ty?
-Powiedzmy, że zaczynam.
Po chwili ciszy powiedziałam:
-Chcesz wiedzieć jak stałam się wilkiem?
Pokiwał niepewnie głową.
-To było dziesięć lat temu. Miałam wtedy dwanaście. Czarodziej napadł naszą rodzinę i... wszystkich pomordował. Zostałam tylko ja... i Rose. Ale nie na długo. Teraz jestem ja. Rzucił na resztę klątwę, czy coś w stylu czaru. Ranną znalazł mnie Drake. Zaopiekował się mną i jesteśmy teraz razem.
Zaczęłam czuć zmęczenie. Przytuliłam się do Michaela i zasnęłam. Obudziłam się rano. Usiadłam na ziemi. Nagle on się obudził.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry- odrzekłam.
-Dobrze spałaś?
-Owszem, a ty?
-Też. Tylko, że plecy mnie teraz bolą.
Zaśmiałam się i wstałam. Przeciągnęłam się i rozejrzałam.
-Lepiej wracajmy już do reszty.
Mike wsiadł mi na grzbiet i wróciliśmy.
-I jak było?- zapytał Drake.
-Cicho. Żadnych niespodzianek.
Drake spojrzał podejrzliwie na Michaela. Nagle usłyszałam za sobą wycie.
-Co to było?- zapytał Drake.
-Wolfmundy...
-Co?
-Wolfmundy! Drake, uciekajcie! Mike, jedziesz z nimi.
-Nie zostawię cię samej!
-Ty nie rozumiesz! One są za silne, ale jak zostanę, to będziecie mieli trochę więcej czasu! No już!
-Nigdzie nie idę!
-Drake! Weź go i uciekajcie!
Drake zaczął biec przed siebie, porywając Mika przy okazji.
-Alex!
Wbiłam się pazurami w ziemię i czekałam na atak. Wolfmundy zaczęły krążyć wokół mnie.
-No, widzę, że w końcu mam okazję na zemstę.
-Rafael.
Zawarczałam. Rzuciła się na mnie trójka. Gryzłam i kopałam ile mogłam. Nagle poczułam uderzenie i zapadła ciemność. Obudziłam się cała zakrwawiona i obolała. Wstałam ciężko. Ślady zostały. Muszę za nimi iść. Zaczęłam się wlec. Muszę pomóc Michaelowi. Wstałam na cztery łapy i zaczęłam kuleć w ich stronę. Nagle straciłam siły. Upadłam. Nie pamiętam, co było dalej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz