sobota, 15 marca 2014

Rozdział I

Otworzywszy rano oczy usłyszałam szczekanie. Nie dadzą się wyspać. Wyszłam z namiotu i przeciągnęłam się.
-Alex!
Przybiegł mój ukochany Drake. Przytulił się do mnie.
-Co znów się dzieje?- zapytałam.
-Wataha czarodzieja.
-Znów?
-Niestety. Na dodatek widzieliśmy dwóch mężczyzn niedaleko.
-Ruszamy.
Pobiegliśmy tam, gdzie patrol ostatnio widział watahę. Wilki czarodzieja były z wielkie i zmutowane. Na szczęście nie były silniejsze. Zobaczyłam, jak jeden z nich zbliża się do mężczyzny. Podbiegłam i wgryzłam mu się w bok. Zaczęliśmy się tarzać, aż w końcu zniknął. Najgorsze, że mieli umiejętność teleportacji. Spojrzałam na chłopaka. W jego oczach było coś... ciekawego, pociągającego. On cały był pociągający. Alex, skup się. Zobaczyłam, jak drugi przeciwnik teleportuje się razem z drugim chłopakiem. Pozbyliśmy się ich, więc mogliśmy wracać. W pewnym sensie.
-Josh! To coś go porwało, a wy sobie odchodzicie?!
Poczułam, że on idzie w moją stronę, ale mimo to, że stałam tyłem go niego, to nie martwiłam się nim. Drake w mojej obronie rzucił się i przygwoździł go do ziemi.
-Drake. Nie przesadzaj.
Mój ukochany wstał z niego. Podeszłam do chłopaka i powiedziałam w jego języku:
-Twojego przyjaciela porwała wataha czarodzieja. Nie sądzę, że dasz radę go uratować.
Po czym odwróciłam się od niego.
-Okej! Nie zemdleję, tylko dlatego, że mojego przyjaciela zabrały jakieś wielkie bydlęta! Pomóżcie mi go uratować! Proszę...
Przystanęłam. Kurcze.
-Zgoda, ale jak już go uratujemy, to odejdziesz i zapomnisz o nas. Jasne?
Pokiwał głową.
-Ruszamy.
-Tak od razu?
-Chcesz go uratować, czy nie?
-Chcę.
-Więc idziemy.
-A daleko to?
-Bardzo daleko.
Spojrzałam na niego. Wyglądał jak nieporadne szczenię. Przysiadłam na ziemi.
-Wsiadaj.
-Słucham?
-Jeżeli będziesz szedł sam, to nie zdążysz na czas. No wsiadaj już.
Poczułam, jak siada mi na grzbiecie. Ruszyliśmy truchtem. Ze mną było trzech żołnierzy i Drake. Wieczorem rozpaliliśmy ognisko i usiedliśmy przy nim. Byliśmy już trzydzieści kilometrów dalej. Oparłam się o kłodę i zmieniłam w człowieka. Kiedy chłopak to zobaczył, oniemiał. Zrobił wielkie oczy. Zaczęłam gładzić moje czarne, proste, długie włosy.
-Wybacz, ale nie wiem nawet, jak masz na imię- odrzekł, kiedy byliśmy sami.
-Mów mi Alex.
-Alex. Miło mi cię poznać. Jestem Michael.
Zaczęłam mu się przyglądać.
-Lepiej pójdę spać. Dobranoc- odrzekłam i położyłam się jako wilk.
-Dobranoc.
Michael chciał położyć się niedaleko mnie, ale Drake zawarczał na niego i zajął miejsce przy mnie. Położył pysk na moim karku i zasnęliśmy. Tej nocy on mi się śnił. Ten Mike. Wyglądał mniej więcej tak:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz