Otworzywszy rano oczy, uświadomiłam sobie, że wszyscy jeszcze śpią. Polizałam Drake'a po policzku.
-Cześć kochanie- tracił mnie nosem.
-Cześć. Co sądzisz o Michaelu?
-O tym nowym? Jest nawet nawet.
-Hm. Tak- uśmiechnęłam się.
Wyglądał tak... niewinnie, kiedy spał. Tak słodko. Spojrzałam na niebo. Słońce było już wysoko.
-Musimy już iść. Wstawać!
Nagle Mike się obudził.
-Hm? Co się dzieje?
-Idziemy.
Zebraliśmy się i ruszyliśmy dalej. Rozmawiałam z Mikiem, który siedział na moich plecach.
-Przepraszam cię za Drake'a. Jest strasznie nadopiekuńczy.
-Nie ma o czym mówić. Rozumiem go. Gdybym miał taki skarb pod swoją opieką też bym się martwił.
Zarumieniłam się.
-Potrafisz zamieniać się w kobietę. Czy masz jakiś limit?
-Nie. Żadnego limitu.
-A jak się stałaś wilkiem?
-To nie jest przyjemna historia.
-O, wybacz.
Przez resztę czasu szliśmy bez słowa. Po parunastu godzinach zrobiliśmy sobie przerwę. Usiadłam z Drake'm nad jeziorkiem. Nagle wziął mnie na ręce.
-Co ty wyprawiasz?- zaśmiałam się lekko.
-Nie uważasz, że warto by troszkę popływać?
-Wiesz, że po tamtym wypadku...
-Spokojnie, będę cię trzymał.
Wszedł, niosąc mnie, aż po samą pierś. Pocałował mnie lekko. Nagle przechyliliśmy się i wpadliśmy oboje do wody. Zamieniłam się w wilka i panicznie wypłynęłam na brzeg.
-Alex! Przepraszam cię. To moja wina.
-Nie, nic się nie stało. Tylko muszę chwilkę posiedzieć sama...
Drake kiwnął głową i odszedł. Po jakimś czasie usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam głowę.
-To tylko ja.
Michael usiadł ostrożnie obok mnie.
-Mogę cię o coś zapytać?
Kiwnęłam łbem.
-Dlaczego boisz się wody?
Przez chwilę nic nie mówiłam, aż w końcu:
-Jak byłam młodsza miałam siostrę - Rose. Bawiłyśmy się nad wodą. Miałam jej pilnować. Nagle zobaczyłam, jak... Rekiny... ona...
Z oczu pociekło mi kilka łez.
-Przykro mi. Nie wiedziałem.
-Nie mogłeś wiedzieć.
Poczułam, jak siada bliżej. Objął mnie ramieniem. Z jakiegoś powodu nie czułam się podle. To tylko przyjaciel. Nie obściskiwaliśmy się, ani nie całowaliśmy. Ale przy nim czułam się szczęśliwa. Położyłam łeb na jego kolanach i zaskomlałam. Pogładził mnie po nim. Wbrew pozorom był miły i kochany. Kiedy spojrzałam mu w oczy zobaczyłam w nich małe iskierki. Nagle na gałęzi wylądował niebieski ptaszek. Wstałam i podeszłam do drzewa. Zmieniłam się w człowieka.
-Chodź- szepnełam do Michaela.
Podszedł do mnie cicho. Złapałam go za rękę. Zagwizdałam i ptak usiadł mi na dłoni.
-To jest uruken. Ptak miłości i przeznaczenia.
-Jest cały niebieski.
-Owszem- zaśmiałam się- Urukeny są niebieskie, żeby maskowych się w kwiatach. Powinniśmy już iść.
Zamieniłam się w wilka. Mike wsiadł na mnie niechętnie.
-Nie dobrze mi z tym, że męczę swoim ciężarem dziewczynę.
-Jako wilk mogłabym unieść jeszcze dwunastu takich jak ty.
-Może lepiej będzie, jak pójdę na nogach?
-Wtedy nie dojdziemy na czas. Siedź i nie marudź.
Przez większość dnia szliśmy bez przerwy. Dopiero pod wieczór usiedliśmy spokojnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz